Pytanie tyczy się tego jebnego banera reklamowego u góry strony. Już się nie da lawirować po necie, nie wjebawszy się na jakiś twór e-marketingu.
Tyle słowem wstępu.
Tak się zastanawiam, dlaczego sprawia mi tyle radości uzewnętrznianie się na forum publicznym. Oczywiście, takie uzewnętrznianie kontrolowane, bo przecież nie ujawniam swojej tożsamości. I tak się zastanawiam, czy ten blog, to jest moje alter-ego, czy ta osoba, którą jestem na co dzień nim jest? Bo szczerze- nie wiem. Na pewno, to są dwie osoby, inaczej bym nie miała takiej potrzeby bycia anonimową. Z drugiej strony, kto mnie zna dosyć dobrze, skojarzyłby te wymiociny w kilka minut z moją osobą, że tak się wyrażę, fizyczną.
No i mam ochotę na jakiś monumentalny skok. Życiowy. Zarówno życiowo-życiowy jak i w sferze online. Bo czy teraz warto rozgraniczać te dwie sfery? To już nie jest matrix, tylko cyberprzestrzeń- cześć wszechprzestrzeni, po której się kulam.
I zawieszam w tym miejscu posta, gdyż jedna refleksja spłodziła inne refleksje, którym, jak przystało na sukincórkę, muszę się oddać.
No, to bedzie tego.
Tyle słowem wstępu.
Tak się zastanawiam, dlaczego sprawia mi tyle radości uzewnętrznianie się na forum publicznym. Oczywiście, takie uzewnętrznianie kontrolowane, bo przecież nie ujawniam swojej tożsamości. I tak się zastanawiam, czy ten blog, to jest moje alter-ego, czy ta osoba, którą jestem na co dzień nim jest? Bo szczerze- nie wiem. Na pewno, to są dwie osoby, inaczej bym nie miała takiej potrzeby bycia anonimową. Z drugiej strony, kto mnie zna dosyć dobrze, skojarzyłby te wymiociny w kilka minut z moją osobą, że tak się wyrażę, fizyczną.
No i mam ochotę na jakiś monumentalny skok. Życiowy. Zarówno życiowo-życiowy jak i w sferze online. Bo czy teraz warto rozgraniczać te dwie sfery? To już nie jest matrix, tylko cyberprzestrzeń- cześć wszechprzestrzeni, po której się kulam.
I zawieszam w tym miejscu posta, gdyż jedna refleksja spłodziła inne refleksje, którym, jak przystało na sukincórkę, muszę się oddać.
No, to bedzie tego.
Tagi:
no to bedzie tego
16.02.2012 o godz. 11:50
komentuj (0)
No i wykonałam w końcu te drastyczne cięcie i okazało się, że nie było wcale takie drastyczne.
Tak strasznie się bałam, jak sobie bez niego poradzę, że zapomniałam, że będąc z nim i tak cały czas radziłam sobie sama.
Ano.
Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że miałam dać sercu odpocząć. Pobożne życzenie! Strasznie mi je ktoś pobudził. Tak, że wiszę z głową w chmurach.
Najciekawsze jest to, że to tylko same rozmowy. Masa rozmów o wszystkim i o niczym. Ale takie przy tym psychiczne wsparcie, że aż czuję się nieswojo.
Serio, bo jak mówiłam, wcześniej przez 5 lat związku zawsze radziłam sobie sama. Więc postawiłam, że czas przestać udawać i zacząć być samą. Nienawidziłam tych pozorów!
I nagle spotyka kogoś, kto całkowicie rozbroił całą moją wewnętrzną obronę, jaką warstwami nakładałam na siebie, żeby czuć się silna. Czuję, że stąpam po kruchym lodzie, ale jest mi niewypowiedzianie dobrze. Jest mi tak, jak zawsze chciałam, żeby było.
I jedyne, co wprawia mnie w niebywały stres, to obawa, że to układ bardzo tymczasowy, a ja z każdym dniem nie umiem sobie wyobrazić, że miałabym znowu zacząć radzić sobie sama, nieotoczona troską mojego Wybawcy.
Wreszcie typ Sukinsyna. Porządnego, rasowego Sukinsyna. 100% faceta. I to w obsesji.
A obsesja rodzi obsesje. I ja mam obsesję. Do kwadratu!!!
Tak strasznie się bałam, jak sobie bez niego poradzę, że zapomniałam, że będąc z nim i tak cały czas radziłam sobie sama.
Ano.
Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że miałam dać sercu odpocząć. Pobożne życzenie! Strasznie mi je ktoś pobudził. Tak, że wiszę z głową w chmurach.
Najciekawsze jest to, że to tylko same rozmowy. Masa rozmów o wszystkim i o niczym. Ale takie przy tym psychiczne wsparcie, że aż czuję się nieswojo.
Serio, bo jak mówiłam, wcześniej przez 5 lat związku zawsze radziłam sobie sama. Więc postawiłam, że czas przestać udawać i zacząć być samą. Nienawidziłam tych pozorów!
I nagle spotyka kogoś, kto całkowicie rozbroił całą moją wewnętrzną obronę, jaką warstwami nakładałam na siebie, żeby czuć się silna. Czuję, że stąpam po kruchym lodzie, ale jest mi niewypowiedzianie dobrze. Jest mi tak, jak zawsze chciałam, żeby było.
I jedyne, co wprawia mnie w niebywały stres, to obawa, że to układ bardzo tymczasowy, a ja z każdym dniem nie umiem sobie wyobrazić, że miałabym znowu zacząć radzić sobie sama, nieotoczona troską mojego Wybawcy.
Wreszcie typ Sukinsyna. Porządnego, rasowego Sukinsyna. 100% faceta. I to w obsesji.
A obsesja rodzi obsesje. I ja mam obsesję. Do kwadratu!!!
Pamięta ktoś Ally Mc Beal, czy tutaj egzystują już sami gówniarze:P? (Bez urazy, to nie przytyk, tylko zazdrość. Starość, zgorzkniałość i takie tam...)
Bo tam był taki taniec do piosenki Barrego Whita.
Piszę o tym, bo chciałabym podzielić się moją przeredagowaną listą życzeń. Życie mnie nauczyło, że nie należy brać go zbyt poważnie. Wszystko jest takie serio, że aż boli. Disney z kolei powiedział coś kiedyś o marzeniach. Nie chce mi się szukać dokładnego przytoczenia, ale chodziło o to, że jeśli potrafi się o czymś śnić- jest się w stanie też to zrobić.
A że los jest w naszych rękach. Nie ma co się szarpać, tylko sporządzać listy, śnić i się aktywizować.
Także, no:
Bo tam był taki taniec do piosenki Barrego Whita.
Piszę o tym, bo chciałabym podzielić się moją przeredagowaną listą życzeń. Życie mnie nauczyło, że nie należy brać go zbyt poważnie. Wszystko jest takie serio, że aż boli. Disney z kolei powiedział coś kiedyś o marzeniach. Nie chce mi się szukać dokładnego przytoczenia, ale chodziło o to, że jeśli potrafi się o czymś śnić- jest się w stanie też to zrobić.
A że los jest w naszych rękach. Nie ma co się szarpać, tylko sporządzać listy, śnić i się aktywizować.
Także, no:
-
Opanować choreografię do Barry'ego White'a i zatańczyć ją w kiblu na uczelni.
Zagrać Velmę w musicalu Chicago.
Wyjechać do Tokio i długo nie wracać.
Dostać w końcu ten pieprzony list z Hogwartu i odszkodowanie z poczty.
Zostać dziabniętą przez wampira i potem wyjść za niego za mąż.
Albo niech mnie chociaż uwiedzie.
Żeby najfajniejsi, najprzystojniejsi, najinteligentniejsi i najbardziej stylowi faceci nie byli homoseksualni. To niesprawiedliwe po prostu!
Jeść tłuste makarony i chudnąć od tego.
I żeby nastąpił wielki kombak do lat dwudziestych. Żeby w pubów wydobywał się jazz. Żeby ludzie spotykali się rozmawiać przy papierosie o książkach i muzyce. I żeby najmodniejszą rzeczą była sukienka z frędzlami, a nie szorty w każdej postaci. (Nie, że mam coś do szortów, ale kiecki są fajniejsze)
Tagi:
jazz
Powtarzam się, ale gdyby był typem Sukinsyna, mógłby mi dać kaktusa nawet, czy Chryzantemy Złociste.
Ale nie jest. I nie dość, że daje mi kwiaty, do których pasowałaby oczojebna etykietka Pali-mi-się-grunt-pod-nogami-aaaa!, to jeszcze przekonany, że właśnie o to w TYM WSZYSTKIM chodzi.
Gdyby był typem Sukinsyna- kupiłby takie, które uwydatniają mój portret psychologiczny. Gdyby był Sukinsynem, znałby się na kwiatach. Znając się na kwiatach, znałby się na kobietach.
Ale nie jest. I wchodzi z tępą miną do kwiaciarni i mówi: "Poproszę tamte".
I mi je przynosi. Jest zadowolony. Załatwił sprawę.
Bo dla kogoś, kto nie kupuje kwiatów, kupienie kwiatów to wyczyn. Panaceum na kobiece żale.
Że nie jest typem Sukinsyna, tylko typem Idioty. Zaraz po Ceremonii Kwiatowej, nokautuje mnie ignorancją i robi dokładnie TO, za zrobienie czego wcześniej kupił te pieprzone kwiaty.
Gdyby był typem Sukinsyna, dyplomatycznie zachowałby pozory.
Gdyby był typem Sukinsyna, zrobiłby wszystko, żebym nie miała go za sukinsyna.
Ale nie jest. Jest idiotą. Idiotą, który bywa sukinsynem. Przez małe s. Do tego mamałygą, który nawet z kwiatów nie umie zrobić pożytku.
Ale nie jest. I nie dość, że daje mi kwiaty, do których pasowałaby oczojebna etykietka Pali-mi-się-grunt-pod-nogami-aaaa!, to jeszcze przekonany, że właśnie o to w TYM WSZYSTKIM chodzi.
Gdyby był typem Sukinsyna- kupiłby takie, które uwydatniają mój portret psychologiczny. Gdyby był Sukinsynem, znałby się na kwiatach. Znając się na kwiatach, znałby się na kobietach.
Ale nie jest. I wchodzi z tępą miną do kwiaciarni i mówi: "Poproszę tamte".
I mi je przynosi. Jest zadowolony. Załatwił sprawę.
Bo dla kogoś, kto nie kupuje kwiatów, kupienie kwiatów to wyczyn. Panaceum na kobiece żale.
Że nie jest typem Sukinsyna, tylko typem Idioty. Zaraz po Ceremonii Kwiatowej, nokautuje mnie ignorancją i robi dokładnie TO, za zrobienie czego wcześniej kupił te pieprzone kwiaty.
Gdyby był typem Sukinsyna, dyplomatycznie zachowałby pozory.
Gdyby był typem Sukinsyna, zrobiłby wszystko, żebym nie miała go za sukinsyna.
Ale nie jest. Jest idiotą. Idiotą, który bywa sukinsynem. Przez małe s. Do tego mamałygą, który nawet z kwiatów nie umie zrobić pożytku.
Tagi:
ale nie jest
Cierpię na bezpłodność. Piśmienniczą. Nie chodzi o jakieś sritu-pitu, ale kawał porządnego spójnego tekstu, który się lekko łyka, a nie rośnie w buzi.
Terminy gonią, co jest gwoździem do trumny dla weny. Bo ta presją się brzydzi.
Dobra, rozkręcimy Cię więc- Uparciucho.
Właściwie to nie jestem specem od niczego. Lubię się czasem podzielić swoim zdaniem, to wszystko. Nie mówię, że nie wiem o czym mówię, ale też mi się czasem zdarza. Wtedy wyrażam się poprzez chińskie zupki udając, że jest w nich jakaś ukryta metafora. Kto wie, może jest?:) Kto wie, może wiem jaka? ;> Chińskie zupki wrócą.
A teraz coś o książce, bo lubię zachęcać do czytania w dobie komputerów. Stop mugolom! Sztuka czytania wcale nie zanikła, a jeśli sądzisz, że i owszem, to nie zawodny znak, że jesteś... Sam-Wiesz-Kim.
Terminy gonią, co jest gwoździem do trumny dla weny. Bo ta presją się brzydzi.
Dobra, rozkręcimy Cię więc- Uparciucho.
Właściwie to nie jestem specem od niczego. Lubię się czasem podzielić swoim zdaniem, to wszystko. Nie mówię, że nie wiem o czym mówię, ale też mi się czasem zdarza. Wtedy wyrażam się poprzez chińskie zupki udając, że jest w nich jakaś ukryta metafora. Kto wie, może jest?:) Kto wie, może wiem jaka? ;> Chińskie zupki wrócą.
A teraz coś o książce, bo lubię zachęcać do czytania w dobie komputerów. Stop mugolom! Sztuka czytania wcale nie zanikła, a jeśli sądzisz, że i owszem, to nie zawodny znak, że jesteś... Sam-Wiesz-Kim.
Wykopałam prawdziwy staroć. "Strachy" Marii Ukniewskiej.
Mój egzemplarz nabył się sam poprzez jakiś błąd biblioteczny. Pewnie to jedna z tych pozycji, które figurują w katalogach jako "zaginione". Jak Ukniewska trafiła do mnie, nie wiadomo. Ktokolwiek coś widział, zaprzecza. Jakimś trafem książka znalazła się w naszej piwnicy wśród innych tomów, do których nikt się nie przyznaje, choć w większości chodzi o lektury szkolne z podstawówki- więc to kwestia honoru. Resztę za to podzielić można wg etapów psychologicznych zmian zachodzących w mentalności mojej mamy. Przykładowo: Era Nabrzmiałego Członka, Okres Domowego Ogródka, Porno Pod Przykrywką Fantasy, Czasy Podbojów Kulinarnych, Wszystko Na Faktach Rzecz Jasna Autentycznych, Narkotyki/Dziwki/Gwałty/Zbrodnie/Patologie oraz Wiek Kryminalny- panujący po dziś dzień.
A wśród tego stały "Strachy".
Idealne, żeby uciec. I poznać klimat dwudziestolecia, ówczesnych kabaretów, świata artystów rewiowych, młodych fortancerek, miłosnych i niemiłosnych zawirowań. A wszystko to podane bez zbędnego odrealnienia. Trochę brudne, trochę brzydkawe, ale wciągające, wzruszające, a przede wszystkim nawiązujące do najprawdziwszego retro(I to w dodatku z polską nutą, a nie amerykańską- choć akurat charlestonem to Jankesi dali czadu).
Niektórzy faceci są tak seksownie odrażający. Albo odrażająco seksowni.
Posiądź wszystkie cechy z listy "Faceci z którymi się NIGDY się nie umówię" a będę Twoja.
Posiądź wszystkie cechy z listy "Faceci z którymi się NIGDY się nie umówię" a będę Twoja.
Tagi:
papapa... pradoksy
Praktycznie wyleczyłam się z większości nerwic, wypędziłam prawie wszystkie demony, ale niestety jakieś psychotropy by się przydały. Coś na Syndrom Byłego.
Fajnie jakby istniała taka mała zielona tabletka, dzięki której za każdym razem, kiedy Mój Były mówi mi, że żałuje, w uszach od razu zaczyna rozbrzmiewać jeden z tych ciężkich utworów, które Kościół zgodnie określa jako "szatanistyczne".
Nawet szatanizm lepszy od pierdolenia.
Fajnie jakby istniała taka mała zielona tabletka, dzięki której za każdym razem, kiedy Mój Były mówi mi, że żałuje, w uszach od razu zaczyna rozbrzmiewać jeden z tych ciężkich utworów, które Kościół zgodnie określa jako "szatanistyczne".
Nawet szatanizm lepszy od pierdolenia.
Dzisiejszy pierwszy posiłek w ciągu dnia to wyraz mojej sympatii do kultury azjatyckiej. Prawdziwe chińskie śniadanie. Choć wyprodukowane w Polsce. Cóż, wycieczka do Chin w planach dopiero za rok, ale i tak nie jestem pewna, czy w chińskich sklepach są chińskie zupki. Mam poważne podejrzenia, że chińska zupka to jakiś spisek. Nie wiem co dokładnie mający na celu, ale z doświadczenia wiem, że prawie zawsze chodzi o przejęcie władzy nad światem. No bo patrzcie- taka zupka całkowicie Cię uzależnia. Zgodnie z instrukcją przyrządza się tylko kilka minut, co pozwala zaoszczędzić czas. A my, Europejczycy czasu nie mamy zbyt wiele, bo ciągle się nam spieszy. Dokąd? Chuj wie. Co nie zmienia faktu, że na śniadanie chcielibyśmy poświęcić zero minut. Że się nie da? Pięć też brzmi optymistycznie. Także, nastawiamy czajnik, wybieramy zupkę, przechodzimy cały ten proces otwierania bardzo hermetycznych małych torebeczek z czymś, co jest ponoć tłuszczem i przyprawą (pewności nie masz) i voila. I z każdą zjedzoną zupką stajemy się... No właśnie? Jacy? Pojęcia nie mam. I to jest bardzo podejrzane...
Zastanowię się na tym po obiedzie z kolejną porcją chińskiej zupci. Mniam.
Tyle słowem wstępu, po odkorkowaniu się i odkodowaniu po ponad roku. Ktoś się stęsknił? Nie sądzę :)
Zastanowię się na tym po obiedzie z kolejną porcją chińskiej zupci. Mniam.
Tyle słowem wstępu, po odkorkowaniu się i odkodowaniu po ponad roku. Ktoś się stęsknił? Nie sądzę :)
Tagi:
teorie spiskowe
"Wszędzie panuje chaos. Ludzie po prostu rzucają się na wszystko w zasięgu ręki: komunizm, zdrową żywność, zen, surfing, balet, hipnozę, terapie grupową, orgie, rowery, zioła, katolicyzm, podnoszenie ciężarów, podróże, ucieczkę od rzeczywistości, wegetarianizm, Indie, malarstwo, rzeźbę, pisanie, komponowanie, dyrygenturę, wyprawy z plecakiem, jogę, kopulację, hazard, alkoholizm, wędrówki bez celu, mrożony jogurt, Beethovena, Bacha, Buddę, Chrystusa, samobójstwo, szyte na miarę garnitury, podróże odrzutowcem do Nowego Jorku, dokądkolwiek... Te fascynacje zmieniają się nieustannie, mijają, ulatują bez śladu. Ludzie po prostu muszą znaleźć sobie jakieś zajęcia w oczekiwaniu na śmierć. To chyba dobrze, że istnieje jakiś wybór."-Charles Bukowski
Tak istnieje jakiś wybór. Ale w tym ogromie możliwości niewiadomo, kurwa, za co się złapać.
Frustrująco-dupno-jebno-wykwitnie.
Tak istnieje jakiś wybór. Ale w tym ogromie możliwości niewiadomo, kurwa, za co się złapać.
Frustrująco-dupno-jebno-wykwitnie.
Tak. To tytuł książki. I taki slogan, którego używam, żeby nadać rzeczom sensu. Nie chodzi o konkretną barwę, ale o wyjątkowość. Coś, co jest magiczne, jest wyjątkowe. Jest koloru magii.
Na przykład niektóre uczucia są koloru magii. Zdarzają się oczywiście bardzo rzadko. To, co spotyka nas na co dzień, to tylko marny cień idei.
Ale to ludzie pozwalają odbarwiać się emocjom. Pomagają im szarzeć, zanikać... Aż w końcu zaczyna brakować kolorów magii, rzeczy, dla których próbowało się zachować szlachetność...
Tak powstaje kolejne upadłe odbicie idei w krzywym zwierciadle...
Na przykład niektóre uczucia są koloru magii. Zdarzają się oczywiście bardzo rzadko. To, co spotyka nas na co dzień, to tylko marny cień idei.
Ale to ludzie pozwalają odbarwiać się emocjom. Pomagają im szarzeć, zanikać... Aż w końcu zaczyna brakować kolorów magii, rzeczy, dla których próbowało się zachować szlachetność...
Tak powstaje kolejne upadłe odbicie idei w krzywym zwierciadle...
Tagi:
mam muła
Jeżuuuu, jeżuuuu!
PRAWIE przeszłam na dietę
PRAWIE odświeżyłam nawyk codziennego biegania po wale
PRAWIE uporządkowałam szmaty w szafie
Proces rozwoju intelektualnego rozpoczęty( zaczęłam czytać nową książkę- to się chyba zalicza).
Robię niebowgebiastyczne rillettes z łososia.
Nie jest źle, nie jest źle.
Zastanawiam się, jak to działa( uwaga, zmieniam temat). Z tym przeznaczeniem. Ja chyba serio w to wierzę. Zastanawiam się tylko jak to działa. Czy napędza to ludzka energia, siła woli, duch? A może faktycznie, w bliżej nieokreślonym "gdzieś" jest odpowiedzialny za to wszystko Bóg? A może jedno i drugie?
Jest to w tym momencie najbardziej mistyczny dylemat mojego życia. Ostatnio, a propos tego, że potrzebuję zmian, pomyślałam sobie, że fajnie byłoby zająć się na poważnie muzyką. I wygląda na to, że właśnie dostałam szansę. ŁAAAAŁ. Dziwne uczucie. Może trzeba to trenować? Ej,obczajcie, móc tak samą siłą myśli wygrać w TOTKA. Czad, nie?
PRAWIE przeszłam na dietę
PRAWIE odświeżyłam nawyk codziennego biegania po wale
PRAWIE uporządkowałam szmaty w szafie
Proces rozwoju intelektualnego rozpoczęty( zaczęłam czytać nową książkę- to się chyba zalicza).
Robię niebowgebiastyczne rillettes z łososia.
Nie jest źle, nie jest źle.
Zastanawiam się, jak to działa( uwaga, zmieniam temat). Z tym przeznaczeniem. Ja chyba serio w to wierzę. Zastanawiam się tylko jak to działa. Czy napędza to ludzka energia, siła woli, duch? A może faktycznie, w bliżej nieokreślonym "gdzieś" jest odpowiedzialny za to wszystko Bóg? A może jedno i drugie?
Jest to w tym momencie najbardziej mistyczny dylemat mojego życia. Ostatnio, a propos tego, że potrzebuję zmian, pomyślałam sobie, że fajnie byłoby zająć się na poważnie muzyką. I wygląda na to, że właśnie dostałam szansę. ŁAAAAŁ. Dziwne uczucie. Może trzeba to trenować? Ej,obczajcie, móc tak samą siłą myśli wygrać w TOTKA. Czad, nie?
Tagi:
"filozowanie"
zmiany
zabieram się do przejścia na dietę
odświeżenia nawyku codziennego biegania po wale
uporządkowania szmat w szafie
napisania notki
Oczywiście nic mi nie wychodzi, bo jakżeby inaczej. Ale chyba już wiem, w czym leży problem, czy-bardziej poetycko- gdzie tkwi pręt blokujący zębate koła w moim mózgu odpowiedzialne za czyny(łaaaaaaaał).
Tak sobie leżę, wakacje trwają już miesiąc i pomyślałam sobie, że warto by było dać jakieś mniej pasywne znaki życia. Znaleźć się ponad samo oddychanie i trawienie.
Próbuję więc i powiem, że nie jest lekko. Powiedziałabym nawet, że nie jest LETKO.
Tym bardziej stwierdzam, że zmiany są mi niezbędnie potrzebne i konieczne.
Postanowień jest kilka. Część wymieniłam( tam, dieta, bieganie, uporządkowanie szmat...), ale dodam chętnie do tej listy zmiany na blogu( różnorodne, dzikie, nieprzewidywalne), rozwój intelektualny( o co mi chodzi konkretnie, to nie wiem, bo póki co- jestem NIEDOROZWOJEM właśnie), dojście drogą eksperymentu kontrolowanego do kucharskiej perfekcji, wypierdolenie z pokoju WSZYSTKICH nieprzydatnych gratów bez patrzenia na sentymenty, większa kreatywność, zrobienie(kupno mija się z założeniami) skarbonki, napisanie CV, uporządkowanie spraw sercowych, ograniczenie Palenia-tylko-do-piwa i ograniczenie Picia-piwa-tylko-okazyjnie.
odświeżenia nawyku codziennego biegania po wale
uporządkowania szmat w szafie
napisania notki
Oczywiście nic mi nie wychodzi, bo jakżeby inaczej. Ale chyba już wiem, w czym leży problem, czy-bardziej poetycko- gdzie tkwi pręt blokujący zębate koła w moim mózgu odpowiedzialne za czyny(łaaaaaaaał).
Tak sobie leżę, wakacje trwają już miesiąc i pomyślałam sobie, że warto by było dać jakieś mniej pasywne znaki życia. Znaleźć się ponad samo oddychanie i trawienie.
Próbuję więc i powiem, że nie jest lekko. Powiedziałabym nawet, że nie jest LETKO.
Tym bardziej stwierdzam, że zmiany są mi niezbędnie potrzebne i konieczne.
Postanowień jest kilka. Część wymieniłam( tam, dieta, bieganie, uporządkowanie szmat...), ale dodam chętnie do tej listy zmiany na blogu( różnorodne, dzikie, nieprzewidywalne), rozwój intelektualny( o co mi chodzi konkretnie, to nie wiem, bo póki co- jestem NIEDOROZWOJEM właśnie), dojście drogą eksperymentu kontrolowanego do kucharskiej perfekcji, wypierdolenie z pokoju WSZYSTKICH nieprzydatnych gratów bez patrzenia na sentymenty, większa kreatywność, zrobienie(kupno mija się z założeniami) skarbonki, napisanie CV, uporządkowanie spraw sercowych, ograniczenie Palenia-tylko-do-piwa i ograniczenie Picia-piwa-tylko-okazyjnie.
Tagi:
zmiany
Powiem tak: Nie ma sensu się karcić. Równie dobrze możesz być sobą, a i tak wyjdzie na TWOJE. Coraz bardziej zaczynam wierzyć, że nad nami wisi LOS i ten los o wszystkim decyduje, mimo że wydawać by się mogło, jakoby wszystko zależało od nas. NIEPRAWDA!
Jak wytłumaczyć całoroczne obijanie dupy do ostatniej chwili, przyziemne ambicje w postaci komercyjnych seriali i książek, i tylko kilka ambitnych epizodów, które ludziom faktycznie ambitnym wydałyby się śmiesznie małe? Jak ta nieambitna leniwa działalność wpłynąć w ogóle może na końcowy sukces naukowy? Niemożliwe? Ha!
LOS. Los nas prowadzi za rękę. Los nam szepce do ucha. Ale czy tak nie jest lepiej?
Kiedy się wybudzam z pędu donikąd, czuję się przygnieciona i rozczarowana rzeczywistością, a idąc z prądem, cieszą mnie nawet rzeczy małe...
(Nie wiem, czemu mnie na takie pieprzenie wzięło. Chyba dlatego, że OBRONIŁAM!)
Tagi:
pieprzenie
Kiedy wstałam następnego dnia rano, a raczej w południe, bo tak zwykłam wstawać, poszłam z psem na spacer, ale już nie towarzyszył temu żaden błogi nastrój. Wręcz przeciwnie, cała romantyczna okolica mi obrzydła i widziałam ją jako wrogą czarną otchłań pochłaniającą telefony.
(W końcu mój telefon wsiąkł. Tak nagle. Niespodziewanie. Rozpłynął się powietrzu, czy coś.)
Idąc niemiłą mi ścieżką polną, która dzieli moje osiedle od wału, pomyślałam, że nic mi nie zaszkodzi, jeśli jednak skieruje oczy pod nogi. Jeśli faktycznie tu gdzieś zapodziałam komórkę, to musi dalej w tych krzakach leżeć, no bo, szczerze, kto inny, przechodząc przez zachwaszczone, lekko podmokłe nieużytki, spodziewa się tam znaleźć telefon komórkowy?
No i leżał. Zaledwie pół metra od miejsca, które moja sunia upatrzyła sobie na wc.
Czy to nie cud, ja się pytam? Bo fart na pewno. I dowód na to, że faktycznie rzeczy niemożliwych nie ma.
Jednego jestem pewna, od dziś zawsze będę patrzeć pod nogi, domyślam się, że przecież nie tylko ja gubię cenne rzeczy. Dobry patent na pokątny biznes XP. Nigdy niewiadomo. Może dziurę w budżecie studenckim załatam X3 ?
W gruncie rzeczy, to jestem bardzo romantyczna.
Lubie letnie wieczory na łonie natury z mleczną kawą w specjalnym pojemniku, siedząc na murku, obserwując rozlewisko Odry i rozmyślając o swoich małych problemikach.
A przynajmniej, tak było do momentu, w którym zorientowałam się, że w ten pieprzony letni wieczór, z pieprzoną latte, siedząc na pieprzonym murku, obserwując pieprzoną faunę i florę, i rozmyślając o tym jaka jestem w gruncie rzeczy popieprzona, ZAPIEPRZYŁAM GDZIEŚ TELEFON.
No kurwa.
Lubie letnie wieczory na łonie natury z mleczną kawą w specjalnym pojemniku, siedząc na murku, obserwując rozlewisko Odry i rozmyślając o swoich małych problemikach.
A przynajmniej, tak było do momentu, w którym zorientowałam się, że w ten pieprzony letni wieczór, z pieprzoną latte, siedząc na pieprzonym murku, obserwując pieprzoną faunę i florę, i rozmyślając o tym jaka jestem w gruncie rzeczy popieprzona, ZAPIEPRZYŁAM GDZIEŚ TELEFON.
No kurwa.
Tagi:
shit happens
No ja sobie potłukłam i kolano, i dupę, i głowę.
W te ostatnią to sama, z premedytacją, waliłam się przed lustrem. Strasznie się na siebie wkurzyłam. Za brak równowagi. Za żałosne, bezmyślne, gówniarskie zachowania.
No więc tak biegłam, biegłam, no i upadłam. Nie pierwszy raz przecież. Ale tym razem nie mam ochoty wznawiać tego bezcelowego pędu.
Nie poznałam się w lustrze.
Stop.
Ja myślę, że mogłabym się wciągnąć we wszystko. Nawet w reklamę Viziru z Chajzerem. Tym bardziej w to całe "Starcie Tytanów".
Czemu w ogóle taki polotny tytuł? Wystarczyło "Mitologiczna Profanacja z Rozjebundą na Czele".
Teraz już wiem, czemu wycięli Miko. Ona chciała pokazać za sprawą Ateny "duże możliwości artystyczne". Nie daj Bogu, Sam Worthington aka Avatar aka Perseusz aka Ja Nie Gram-Ja Się Biję, wypadłby przy niej blado.
Czemu w ogóle taki polotny tytuł? Wystarczyło "Mitologiczna Profanacja z Rozjebundą na Czele".
Teraz już wiem, czemu wycięli Miko. Ona chciała pokazać za sprawą Ateny "duże możliwości artystyczne". Nie daj Bogu, Sam Worthington aka Avatar aka Perseusz aka Ja Nie Gram-Ja Się Biję, wypadłby przy niej blado.
Tagi:
taaa
Miszczu od planowania to ja.
Mam taki syndrom, być może natury psychicznej,
że WSZYSTKO planuję, postanawiam, organizuję, reorganizuję i podsumowuję w notesie w konie... Lista postanowień dziennych, dokońcatygodniowych, domiesięcznych, dourodzinowych, dowakacyjnych, doprzyszłorocznych i przedśmiertnych; lista rzeczy do kupienia, zaliczenia, uporządkowania, zrobienia na teraz, na jutro, na wczoraj.
W końcu lista rzeczy zawalanych.
(NAJDŁUŻSZA)
Mam taki syndrom, być może natury psychicznej,
że WSZYSTKO planuję, postanawiam, organizuję, reorganizuję i podsumowuję w notesie w konie... Lista postanowień dziennych, dokońcatygodniowych, domiesięcznych, dourodzinowych, dowakacyjnych, doprzyszłorocznych i przedśmiertnych; lista rzeczy do kupienia, zaliczenia, uporządkowania, zrobienia na teraz, na jutro, na wczoraj.
W końcu lista rzeczy zawalanych.
(NAJDŁUŻSZA)
Tagi:
zwierzenia
Jako rasowa Wampiriatka, nie powinnam tego mówić, ale już przejadły i przeżuły mi się pewne produkcje o wampirach z nurtu słodko-pierdzisto-pronastolatkowego. Za dużo już tego, począwszy od Zmierzchu, dalej idąc przez Dom Nocy, a na Pamiętnikach Wampirów skończywszy. Te ostatnie są notabene swoistym fenomenem, bo pierwszy raz spotkałam się z tym, że serial jest znośny, a książka strasznie gówniana.
Znudził mnie już schemat, gdzie ona- wyalienowana nastolatka i on- tajemniczy wampir osiągają wieeelkieee loweee na śmierć i życie.
Dlatego przerzuciłam się na True Blood, choć co prawda, też mamy tam wampirzo-ludzki związek, ale przynajmniej nie cuchnie on podtekstem seksualnym, tylko po prostu samym seksem.
Obecnie, czekając na kolejny sezon mający się ukazać w czerwcu, wykopałam świetną alternatywę dla fanów wampirzego kina. Dziwię się, że ten film przeszedł bez większego echa, bo jest naprawdę świetny. Dramat o samotności, ale i o wielkiej przyjaźni, która przebije się przez każdy mur. A do tego dziwny i momentami ryjący czachę obraz.
Tytuł filmu: Pozwól mi wejść.
Produkcja: Szwecja
Premiera: 2008
Naprawdę polecam, przywraca wiarę, że wampiry to nie tylko świat rodem z harlekinów.
Znudził mnie już schemat, gdzie ona- wyalienowana nastolatka i on- tajemniczy wampir osiągają wieeelkieee loweee na śmierć i życie.
Dlatego przerzuciłam się na True Blood, choć co prawda, też mamy tam wampirzo-ludzki związek, ale przynajmniej nie cuchnie on podtekstem seksualnym, tylko po prostu samym seksem.
Obecnie, czekając na kolejny sezon mający się ukazać w czerwcu, wykopałam świetną alternatywę dla fanów wampirzego kina. Dziwię się, że ten film przeszedł bez większego echa, bo jest naprawdę świetny. Dramat o samotności, ale i o wielkiej przyjaźni, która przebije się przez każdy mur. A do tego dziwny i momentami ryjący czachę obraz.
Tytuł filmu: Pozwól mi wejść.
Produkcja: Szwecja
Premiera: 2008
Naprawdę polecam, przywraca wiarę, że wampiry to nie tylko świat rodem z harlekinów.
Tagi:
wampiry






